Zapewne każdy kto choć trochę interesuje się wydarzeniami w świecie IT, słyszał o niedawnym wyroku sądu pierwszej instancji w sprawie twórców The Pirate Bay, największego trackera torrentowego w sieci. Wyrok zapadł dokładnie 17.04.2009. Sąd uznał, że twórcy serwisu: Fredrik Neij, Gottfrid Svartholm, Carl Lundström oraz Peter Sunde złamali prawo pomagając w naruszaniu praw autorskich. Proces odbył się na wniosek Warner Brothers, Columbia Pictures, Sony BMG, EMI, Universal, Metro Goldwin Mayer i 20th Century Fox. Należy wspomnieć, że tak naprawdę najpoważniejsze zarzuty padły podczas pierwszego procesu. Jednym z nich było to, że serwis The Pirate Bay jest komercyjny i czerpie ze swej działalności poważne zyski. Na nieszczęście dla wcześniej wspomnianych wytwórni filmowych i muzycznych oskarżenie okazało się wyssane z palca i sąd poprzestał na wyroku za pomaganie w naruszaniu praw autorskich. Według mnie jest to jeden z najidiotyczniejszych wyroków jaki mógł zapaść w tej sprawie. Faktem jest jednak, że Fredrik Neij, Gottfrid Svartholm, Carl Lundström oraz Peter Sunde zostali skazani na 1 rok pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości około 3,5 miliona dolarów.
Reakcja społeczności
Zaraz po pojawieniu się informacji o przegranym procesie twórców The Pirate Bay wśród społeczności korzystającej z usług trackera zawrzało. Podniosły się głosy oburzenia i krytyki wobec największych wytwórni płytowych i filmowych. Bardzo szybko pojawiły się deklaracje ze strony zwolenników TPB, że rozpoczną akcję zbiórki pieniędzy, które zostaną przeznaczone na pokrycie grzywny jaka została nałożona na twórców TPB przez sąd w Sztokholmie.
Założyciele The Pirate Bay zaapelowali na łamach swojego bloga, aby nie podejmować pochopnych decyzji w sprawie zbiórki funduszy na pokrycie grzywny i poprosili o całkiem innego rodzaju wsparcie. Poniżej cytuję fragment wpisu z bloga TPB, a tutaj możecie zobaczyć tekst w oryginale.
Tak więc pierwszy wyrok w końcu przyszedł, prawie 3 lata po nalocie policji. Może słyszeliście o nim w wiadomościach…
(…)Złożyliśmy już odwołanie od dzisiejszego wyroku do sądu wyższej instancji (i ta sprawa potrwa kolejne 2 lub 3 lata!)
Strona będzie wciąż działała! Jesteśmy zdeterminowani bardziej niż kiedykolwiek, aby udowodnić, że to co robimy jest słuszne. Miliony użytkowników są dobrym tego dowodem.
Wiemy już, że niektórzy ludzie, których nie znamy, rozpoczęli zbieranie datków dla nas, abyśmy mogli zapłacić te głupie grzywny. Stanowczo prosimy, aby tego nie robić. Nie gromadźcie ani nie wysyłajcie pieniędzy. Nie chcemy ich, ponieważ nie będziemy płacić żadnych kar!
Jeśli naprawdę chcesz pomóc, oto lista:
- Seeduj więcej torrentów niż zwykle!
- Jeśli mieszkasz w Europie, głosuj w wyborach do Parlamentu Europejskiego w czerwcu.
- (…)Twórzcie nowe serwisy BitTorrent, nowe blogi, twórzcie własne grupy nacisku, (…)
- Nie bój się, korzystać z sieci. Zaproś swoich przyjaciół do tego i innych systemów wymiany plików. Uspokajaj ludzi, jeżeli są zdenerwowani. Musimy pozostać zjednoczeni.
I powiedz to głośno, powiedź to z dumą! Wszyscy jesteśmy The Pirate Bay.
Jak widać twórcy The Pirate Bay są bardzo zdeterminowani w walce z wielkimi korporacjami. Za ich plecami murem stoi szwedzka Partia Piratów, która po wyroku zaczęła rosnąć w siłę. Przedstawiciel Partii Piratów informuje, że od czasu ogłoszenia wyroku przez sąd, ilość członków partii wzrosła do około 20000, co daje 20 procentowy przyrost, a sama partia stała się jedną z najliczniejszych w Szwecji. Rick Falkvinge nie pozostawia złudzeń co do swoich poglądów na temat rządzących w Szwecji (cytuje za serwisem torrentfreak.com):
Nasi politycy są cyfrowymi analfabetami. Potrzebujemy takich, którzy nie będą pantoflarzami obcych sił.
Operation Baylout – Cyberzemsta
Cyberaktywiści w nocy z 19.04.2009 na 20.04.2009 przeprowadzili udany atak typu DDos na witrynę internetową IFPI (International Federation of the Phonographic Industry). Chcieli w w ten sposób zaprotestować przeciwko wyrokowi na The Pirate Bay, który według nich jest niesłuszny. Jeden z aktywistów w swojej wypowiedzi zwraca uwagę na fakt, iż serwis TPB jest jedynie wyszukiwarką podobną do Google, która również zwraca linki do trackerów torrentowych, czy do zasobów Rapidshare.
Operacja Baylout była bardzo dobrze przygotowana, a jej koordynacja była oparta o kanał IRC. Hakerzy przygotowali gotowe programy dla osób, które nie mają pojęcia o przeprowadzaniu ataków na witryny internetowe, a chciały wziąć udział w całej akcji.
Sama akcja przebiegała na kilku płaszczyznach. Atak DDos to jedno. Kolejnym narzędziem były serwisy umożliwiające wysyłanie darmowych faksów, dzięki którym numery IFPI jak i osób powiązanych z tą organizacją zostały zalane lawiną czarnych obrazków, które miały pokazać branży fonograficznej, że społeczność identyfikująca się z The Pirate Bay jest niezadowolona z poczynań IFPI.
Echa wyroku
Niestety dla użytkowników trackerów uznanie twórców The Pirate Bay za winnych nie pozostało bez echa. Kilka dni po wyroku kilka trackerów torrentowych decyzją administratorów przestało działać. Są to między innymi Nordicbits, Powerbits, Piratebits, MP3nerds and Wolfbits. Wiele innych serwisów również zapowiada zakończenie działalności. Najczęściej jest to spowodowane strachem przed konsekwencjami. Wielu wróży zapaść jeżeli chodzi o sieć BitTorrent i myślę, że jest to bardzo prawdopodobne.
Z jednej strony serwisy torrentowe znikają z sieci, a z drugiej, dostawcy internetu blokują dostęp do trackerów. Przykładem tutaj może być BT Mobile Broadband, który zaczął blokować dostęp do The Pirate Bay podczas, gdy inne serwisy tego typu są dostępne dla użytkownika. Operator twierdzi, że serwis The Pirate Bay ma największą bazę filmów i zdjęć o tematyce pornograficznej, a przed takimi treściami należy chronić dzieci.
21.04.2009 rząd malezyjski wezwał dostawcę hostingu Shinjiru do zamknięcia strony LeechersLair.com, która ze swoimi 18 000 użytkowników miała ugruntowaną pozycję wśród trackerów BitTorrent.
Podsumowanie
Wyrok, który zapadł w piątek 17.04.2009 mimo, że nie jest prawomocny, bardzo mocno wpłynął na sieć BitTorrent. Pomimo protestów społeczności i przekonania co do słuszności poglądów twórców The Pirate Bay z sieci znikają i znikać będą kolejne trackery. Póki co wojna trwa. Zwycięzcami pierwszej bitwy są wytwórnie fonograficzne i filmowe. Osiągnęły zamierzony cel, którym było zapewne ukrócenie procederu – nie bójmy się użyć tego słowa – kradzieży muzyki i filmów. Myślę, że koncerny takie jak Sony BMG czy Universal nigdy nie wierzyły w to, że uda im się w jakiś sposób zupełnie wyeliminować piractwo z sieci, ale udało im się zwrócić na ten problem uwagę rządów krajów, w których kwestia piractwa nie jest w żaden sposób uregulowana prawnie. Można się spodziewać kolejnych sygnałów o zamknięciu trackerów w myśl nowo napisanych ustaw o przeciwdziałaniu łamaniu praw autorskich. Nie zdziwiłbym się, gdyby już niedługo dostawcy internetu zaczęliby blokować dostęp do serwisów torrentowych, co moim zdaniem byłoby zamachem na wolność Internetu.
Co zrobić, aby piractwo zniknęło z sieci? Dla wytwórni fonograficznych i filmowych mam propozycję: stwórzcie własne serwisy torrentowe, z których za opłatą będzie można ściągać legalnie muzykę i filmy. Mi nie zależy na okładce i pudełku. Producenci oprogramowania mogą postąpić podobnie. Internauci powinni mieć wybór pomiędzy produktem ładnie zapakowanym (droższym), a produktem pozbawionym luksusu jakim jest okładka i pudełko, a przez to tańszym.
Chcemy być legalni na maksa, tylko kochane korporacje, dajcie nam taką możliwość.