Hey i MTV Unplugged

Okładka płyty
Zespołu Hey zacząłem słuchać dopiero po ukazaniu się tego albumu. Bardzo dobre opinie wystawiane przez znajomych spowodowały, że zaciekawiłem się nie tylko tym konkretnym wydawnictwem, ale i całą twórczością grupy.
Zanim zabrałem się do słuchania albumu spod znaku MTV Unplugged, przebrnąłem kilkukrotnie przez pozostałą część dyskografii, poprzedzającą wydanie albumu akustycznego. Wydaje mi się, że gdybym od razu usiadł do słuchania tego wydawnictwa, skończyłoby się to w sposób identyczny, jak to miało miejsce przy przesłuchiwaniu innych koncertów spod znaku MTV „Bez prądu”. Wyglądało w skrócie to tak: przesłuchałem, zapomniałem.
Do koncertu Hey po zapoznaniu się z jego wcześniejszymi dokonaniami, podszedłem jednak z dużą nadzieją. Pomyślałem sobie – kurcze Kasia ze swoją charyzmą może jednak wykrzesi coś niebanalnego z tego widowiska. W tym momencie powiem, że każdy koncert akustyczny jest przeze mnie porównywany do albumu „Akustycznie” Dżemu, który to jest w mojej opinii wyznacznikiem grania akustycznego na najwyższym poziomie. Co tego porównania wyszło? Po wstępie możecie się już domyślać zakończenia. Ja postaram się jednak, rozwinąć ten wstęp. Na początek kilka faktów:
Data koncertu: 10 wrzesień 2007
Miejsce: Teatr Roma w Warszawie
Gościnnie między innymi wystąpili: Agnieszka Chylińska i Jacek „Budyń” Szymkiewicz z zespołu Pogodno.
Więcej szczegółów na temat samego koncertu znajdziecie tutaj.
A jaki był sam koncert?
Niesamowity to mało powiedziane. Kasia Nosowska po raz kolejny potwierdza, że jest artystką kompletną. W aranżacjach akustycznych jej głos z lekkością przemyka pomiędzy przestrzeniami stworzonymi przez świetnie grającą sekcję gitarową. To kwintesencja grania akustycznego, której nie powstydziłby się Rysiek Riedel.
Aranżacje przygotowane na tę okazję często zaskakują i sprawiają, że utwór zdaje się być nowy i nigdy wcześniej nie grany. Najbardziej mnie rozbroił kawałek „Teksański”. Country pełną gębą i przyznaje, że nogi same rwą się do tańca.
Dla mnie kulminacją całości jest piosenka zaśpiewana w duecie z Agnieszką Chylińską pod tytułem „Angelene”. Cudo. Dwa potężne głosy rockowe wzięły się za bary z kawałkiem PJ Harvey i myślę, że swoim wykonaniem znokautowały ten kawałek.
Cały koncert to dowód na to, że rock w Polsce jeszcze nie umarł i ma wiele twarzy. Kasia Nosowska ze swoimi świetnymi tekstami i umiejętnością śpiewania w różnych konwencjach pokazuje jak daleko jeszcze „polskim gwiazdom” sceny rockowej (czyt. Feel i inne tego pokroju), do grania koncertów doskonałych pod każdym względem. Tu nie ma miejsca, ani czasu na wrzaski panienek w stylu „Kocham Cię”. To czas na raczenie się przemyślanymi dźwiękami gitar dopełnianych przez sekcje smyczkową. To gratka dla koneserów ambitnego grania, którzy lubią być zaskakiwani nietuzinkowymi aranżacjami znanych utworów.
Według mnie album MTV Unplugged grupy Hey nie powinien być tym, od którego zaczyna się przygodę z tą grupą. Koncert Hey w warszawskim Teatrze Roma jest jakby wisienką na przysłowiowym torcie zbudowanym z wcześniejszych dokonań tej grupy. To nagroda za przebytą drogę, która do łatwych nie należy, bo każda piosenka zmusza słuchacza do myślenia.
Polecam to, jak i inne wydawnictwa sygnowane przez grupę Hey, bo naprawdę warto.


