Jesień pełną gębą, czyli jak w moim słowniku zaistniał zwrot „nic mi się nie chce”
Stało się. Pierwszy raz od dłuższego czasu powiedziałem, że nie chce mi się czegoś zrobić. Miałem sporo planów na zimę 2008/2009, a okazuje się, że brakuje mi motywacji do ich realizacji.
Zaczęło mi się nudzić bycie ciągle aktywnym gościem. Coraz częściej wole siedzieć w domu, niż bujać się po mieście. Coraz częściej mam chęć – parafrazując słowa piosenki Dżemu – rzucić to wszystko i wyjść rano niby po chleb. Nie wiem czy wie ktoś jak to jest, gdy czuje się, że ciało jak najbardziej chce się wyrwać, a mózg mówi: stary, po co się zrywać, lepiej posiedzieć. Co gorsza, nie jestem nawet w stanie przeciwstawić się własnemu umysłowi. Sytuacja na tą chwilę, jest patowa jak nigdy dotąd, a co gorsza nie ma osoby, która mogłaby mnie w jakikolwiek sposób zmotywować. W sumie to taka osoba jest, ale na tyle daleko, że wszelkie próby dania mi kopa w tyłek na pobudzenie grzęzną, niczym pszczoła, która wpadła do wiśniowego jogurtu pewnej znanej marki (tej od dużych kawałków owoców).
Nie będę się jednak tutaj dalej wypróżniał.
Plany na najbliższy czas? Po pierwsze utrzymać formę przez zimę na tyle wysoką, aby nowy sezon siatkarski zacząć z wysokiego „c”.
Nie wiem dlaczego, ale rower w moim życiu zaczyna znaczyć coraz mniej. Być może dlatego, że nie mam partnera (partnerka milej widziana) do treningów. Jazda w samotności, nie sprawia mi już takiej frajdy jak kiedyś. Człowiek jak jeździ sam, to zaczyna się szybko nudzić (wsiadasz na rower, zrobisz dystans, wracasz do domu), a tak przynajmniej jest się, do kogo odezwać.
W moim przypadku lekarstwem okazała się siatkówka. Sport wymagający od człowieka więcej, niż jakakolwiek inna dyscyplina. Sport, w którym jeżeli chce być się dobrym, trzeba wznieść na wyżyny sprawności i kondycji cały organizm. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak myślenie, umiejętność przewidywania. Siatkówka to takie Tai Chi sportów zespołowych. Zdrowa rywalizacja, umiejętność współpracy z partnerem na boisku (jak i poza nim) – to te cechy siatkówka kształtuje. Z czystym sumieniem mogę polecić zabawę w siatkówkę wszystkim, którzy wymagają od sportu czegoś więcej, czegoś nieodnalezionego w innych grach zespołowych. Zaznaczam jednak, że trzeba poświęcić trochę czasu na poznanie podstaw gry, które nie są proste. Przecież mówiłem już, że to sport wymagający sporo uporu. Ja nie gram na jakimś tam super poziomie, ale moje umiejętności wystarczą mi na niezłą zabawę, gdy wyjdę na boisko, a przecież o to właśnie chodzi.
Jedno jest pewne w moim życiu – nie mam zamiaru usiąść w fotelu i czekać na śmierć. Chciałbym być aktywny jak najdłużej, to moje motto życiowe. Myślę, że niedługo zacznie mi się znowu chcieć, a wtedy uważajcie. Kasiński pokaże, że jeszcze może zaskoczyć. Może uda mi się wyciągnąć z domu tych, którzy zafascynowani Internetem, stali się mimo woli dziećmi neostrady i zrezygnowali ze świeżego powietrza na rzecz Naszej Klasy.
Zobaczymy czy mi się uda. Jestem dobrej myśli:-)


