Home > Bezpieczeństwo, Internet, Komputery, Sieci > Robak Koobface atakuje użytkowników Skype

Robak Koobface atakuje użytkowników Skype

30.11.2009 15:35

wirusSpecjaliści z firmy Sophos wykryli w sieci nową mutację wirusa Koobface, która wykorzystuje luki w komunikatorze Skype. Nowa wersja Koobface znana jest także jako TROJ_VILSEL.EA lub Pykspa.E za pomocą poleceń API wydobywa interesujące cyberprzestępców informacje z zainfekowanej maszyny. Pobrane informacje zrzucane są do pliku, który jest następnie pakowany do archiwum RAR, po czym wysyłany jest w świat za pośrednictwem e-miala, lub ładowany jest na zdalny serwer.

Kolejnym krokiem, jaki podejmuje Koobface jest logowanie się na konto Skype użytkownika zainfekowanego komputera i rozpoczęcie konwersacji z osobami z książki adresowej, którzy akurat mają status Online. Kod wirusa jest tak skonstruowany, że w bazie ma zapisane powitania i prawdopodobny początek konwersjacji, aż w 18 językach. Na szczęście okazuje się, że wirus nie ma zaimplementowanego mechanizmu analizującego prowadzoną rozmowę i najczęściej konwersjacja z takim automatem kończy się niepowodzeniem. Minus w tym wszystkim jest taki, że podczas takiej krótkiej rozmowy wirus przesyła wiadomość z linkiem do strony, na której znajduje się kopia szkodnika, która ma zadanie infekować kolejne maszyny.

Nowa odmiana Koobface ostrzy sobie również zęby na nowe tereny. W bazie wirusa znajdują się domeny Google, Wikipedi, Bloggera, Yahoo czy YouTube.

Więcej informacji o tej odmianie wirusa znajdziecie tutaj.

Canonical Ltd., firma odpowiedzialna za wydanie zdaje się, że najpopularniejszej dystrybucji Linuksa – Ubuntu – rozważa możliwość wycofania z grupy oprogramowania opisywanej jako Application selection in the default install (aplikacje domyślnie wybrane podczas instalacji) programu do przetwarzania grafiki rastrowej o nazwie Gimp. Przedstawiciele firmy twierdzą, że Gimp jest zbyt zaawansowanym programem i raczej do zaawansowanych użytkowników jest kierowany, podczas gdy większość osób korzystających z Ubuntu potrzebuje jedynie narzędzia do prostej i szybkiej edycji fotografii. W związku z tym najprawdopodobniej już Ubuntu 10.4 Gimpa już nie otrzymamy w standardzie, a w jego miejsce zastąpi znacznie prostszy F-Spot.

Usunięcie Gimpa z domyślnej instalacji pozwoli jednocześnie na zaoszczędzenie miejsca na płycie instalacyjnej dystrybucji.

Jak to zwykle bywa, wszelkie zmiany wzbudzają wiele kontrowersji,a  w najlepszym razie wątpliwości. Wiele osób zwraca uwagę na fakt, że F-Spot w sam sobie bez importowania stosownych bibliotek do bazy danych jest aplikacją ułatwiającą jedynie katalogowania zdjęć, a nie ich edycję. Pojawiły się jednocześnie propozycje innych zamienników Gimpa, które użytkownicy widzieliby chętniej w domyślnej instalacji niż program F-Spot.

Osobiście cieszy mnie ta informacja. Według mnie jest to dobry krok w kierunku ogólnego odchudzenia instalatorów dystrybucji Linuksa. Według mnie zbyt wiele jest w każdej domyślnej instalacji zbędnych programów, które można z powodzeniem wyrzucić. Nie wiem jaki jest zamysł społeczności skupionej wokół każdej dystrybucji w ładowaniu wielu powtarzalnych programów (kilka klientów pocztowych, kilka klientów FTP, kilka programów odpowiedzialnych za multimedia). Może jest tak, że na Linuksa nie powstał jeszcze żaden program w pełni wywiązujący się z postawionych założeń i dla tego jest potrzebnych kilka aplikacji przeznaczonych do jednej czynności, gdyby któraś nich nie poradziłaby sobie z zadaniem. Są to tylko moje domysły. Według mnie wielkość instalacji systemu operacyjnego powinna być okrojona do niezbędnego minimum. Może założenie twórców poszczególnych dystrybucji jest inne. Może chcą oferować użytkownikowi system działający „prosto z pudełka” z pełnym pakietem oprogramowania. Dla mnie dystrybucja Linuksa powinna w pełni obsługiwać sprzęt just out of the box, a co do oprogramowania powinienem mieć swobodny wybór.

Mogę się mylić wygłaszając tego typu tezy. Dopiero można powiedzieć się uczę korzystać z Linuksa jako zamiennika Windowsa. Dopiero teraz, po ładnych kilku latach szukania dystrybucji odpowiadającej moim wymaganiom, czyli takiej, która w pełni obsłuży sprzęt zainstalowany w moim laptopie, wpadłem na OpenSuse 11.2, która moje wymagania spełnia. Od roku 2002, czyli od momentu kiedy pierwszy raz instalowałem Linuksa na swoim desktopie, system ten poczynił ogromne postępy. Śmiem twierdzić, ze postępy znacznie większe niż Windows przez ostatnie lata, ale to wciąż jest za mało, aby przełamać stereotyp systemu trudnego. Pierwszą barierę moim zdaniem stanowi ogrom oprogramowania dostępnego zaraz po zainstalowaniu systemu. Dla jednych jest do zaleta dystrybucji Linuksa, ponieważ użytkownik otrzymuje system gotowy do pracy. Moim zdaniem ten przerost formy nad treścią może się okazać przeszkodą w szybkim zapoznaniu się z możliwościami Linuksa jako systemu biurkowego. Użytkownik chcący przesiąść się na Linuksa staje od razu przed wyborem jakiego programu powinien użyć do danej czynności. Zwykły użytkownik głupieje przy nadmiarze możliwości i to jest fakt.

Dajmy fanatykom Windowsa gołą dystrybucję Linuksa, z działającym bezproblemowo sprzętem, i kilkoma podstawowymi aplikacjami (pakiet biurowy, odtwarzacz muzyczny, odtwarzacz filmów, aplikacja do przeglądania i edycji zdjęć) a do reszty sam dojdzie. Mnogość aplikacji dodanych do czystej instalacji systemu nie jest daniem użytkownikowi żadnego wyboru. Jest to postawienie początkującego użytkownika Linuksa w kłopotliwej sytuacji, którą w tym momencie jest dokonanie wyboru: „jaka aplikacja będzie najlepsza do słuchania muzyki skoro mam ich pięć do wyboru?”.

Informacje na temat "To ja scharakteryzuję" znajdziesz tutaj
Podobne wpisy
  1. Canonical Ltd. uważa, że Gimp jest zbyt zaawansowany dla mas
  2. Skype dla Androida ma problemy z prywatnością
  3. Luka w jądrze Linuksa
  4. Conficker zrobił sobie z nas jaja…
  5. Conficker, czyli licho nie śpi…


Komentarze są zamknięte

Switch to our mobile site