Setunię proszę… Na dobry początek dnia…
Zastanawiam się co z tą Polską, co z Polakami, co z ich poczuciem własnej wartości, czemu odbierają sobie prawo do dobrego zdania o nich samych.
Codziennie praktycznie obserwuję ludzi, którzy rano w sklepie zamiast podstawowych produktów spożywczych (mleko, chleb itp.) kupują piwko lub wódeczkę – tytułową setunię – i w ten właśnie sposób rozpoczynają dzień. W domu bieda. Dzieci nie pamiętają już kiedy ostatnio tata kupił do zjedzenia coś innego niż kaszankę czy pasztetową, ale w reklamówce piwko ma swoje honorowe miejsce. Później ogromne namaszczenie przy otwieraniu browarka i już po pierwszym łyku rodzic czuje się spełniony.
Myślę, że nie tylko mnie kują w oczy ludzie jadący do pracy (najczęściej są to faceci – tyle w tym wszystkim pozytywu) z otwartym piwkiem w ręku. Dla mnie to już jest patologia i dno. Z łatwością przychodzi mi wówczas zepchnięcie w osobistej hierarchii takiego człowieka na margines społeczny, jako kogoś bez poczucia własnej wartości i generalnie frajera.
Każda osoba myśląca ma wypracowany pewien schemat wartości, według których w swoim życiu dobiera sobie ludzi do najbliższego otoczenia. Klasyfikuje osoby, szufladkuje według jakiegoś szablonu. W taki sposób tworzą się społeczności większe bądź mniejsze w zależności od przyłożonego wzorca, aktualnej potrzeby i zadań jakie dana społeczność ma do wykonania.
W żadnej mojej społeczności istniejącej lub też takiej, której może w przyszłości zaistnieje nie wiedzę miejsca dla ludzi, którzy dzień zaczynają od piwa lub wódki, bądź też kończą jakąś kombinacją alkoholi, nie dostrzegając jednocześnie, że potrzeby społeczności są z goła odmienne. Taką społecznością jest na przykład rodzina. Wyobraźmy sobie dom, w którym się nie przelewa. Ciągłe kłótnie o pieniądze, a raczej o ich brak. Dzieci nie mają warunków do rozwoju fizycznego i psychicznego takich jak mieć powinni, a rodzice piją.
Niestety odnoszę wrażenie, że takie zachowania przechodzą z pokolenia na pokolenie, a już na pewno z rodziców na dzieci i tak dalej. Błędne koło i niestety nic nie zapowiada, że może się to jakoś szybko zmienić. Mam wrażenie, że osoby z piwkiem w ręku w miejscu publicznym są powszechnie akceptowane. Brak potępiania i wyciągania konsekwencji powoduje, że piwko w drodze do pracy i z pracy, czy ogólnie na dobry początek dnia jest zwyczajnie cool.
Spójrzmy jednak na to z mojego punktu widzenia, który w tej materii jest radykalny tak bardzo, że radykalny bardziej być nie może. Idzie koleś do pracy po piwku. Jest pijany w pracy i co? Jest szefem sam dla siebie i nie ma kto wręczyć mu dyscyplinarki? Jeżeli tak na to spojrzymy, to biorąc pod uwagę skalę problemu może za chwilę się okazać, że w Polsce mamy samych prezesów firm lub każdy prowadzi własną działalność gospodarczą. Ja w tej kwestii jestem nie ugięty. Bez zmrużenia oka wystawiam w takiej sytuacji dyscyplinarkę i w dupie mam czy frajer był jedynym pracującym członkiem rodziny i skazałem jego najbliższych na głodówkę. W dupie mam go, bo zachował się w stosunku do mnie nie fair, nie uszanował mojej osoby swoją postawą, a co gorsza nie uszanował swoim zachowaniem swoich najbliższych. Sam narażał ich na ryzyko braku pieniędzy balansując na krawędzi pomiędzy alkoholem i jego brakiem, więc powinien w tej sytuacji mieć największe pretensje do siebie.
Innym problemem jest picie alkoholu w drodze z pracy do domu. Niestety ja jako bezpośredni przełożony nie mam na to jakiegokolwiek wpływu. Tutaj dramat rozgrywa się najczęściej po powrocie delikwenta do domu. W zaciszu domowym dochodzi najczęściej do kłótni, a w skrajnych wypadkach do aktów przemocy.
Na szczęście ze swoimi podwładnymi nie mam takich problemów. Mam najwyraźniej duże szczęście.
Inną grupą ludzi, którzy wzbudzają u mnie pogardę, a w najlepszym wypadku (najczęściej dotyczy to rodziny) mieszane uczucia, to Ci którzy nie pracują (najczęściej nie chce im się) i korzystają z pomocy naszego jakże hojnego w tym temacie państwa. Przytoczę tutaj przykład z mojego najbliższego otoczenia, więc można powiedzieć, że temat jest mi znany dość dobrze, można powiedzieć z autopsji.
Rodzina składająca się z dwojga dorosłych osób (dorosłe wiekiem) i trojga dzieci oraz matki jednej z tych dorosłych osób. Od kiedy pamiętam to nigdy tam się nie przelewało. Od zawsze brakowało od pierwszego do pierwszego. Wieczne pożyczanie pieniędzy. Generalnie życie na wiecznym długu. Dofinansowanie do czynszu za mieszkanie, prawo do korzystania z pomocy społecznej, z której korzystają na maksa. Ojciec rodziny pracuje w systemie tzw. dorywczym. Matka siedzi w domu i pali papierosy odpalając jeden od drugiego. Generalnie w domu palą wszyscy na wyjątkiem dzieci, ale przy takim stężeniu substancji smolistych w powietrzu, można uznać, że dzieci palą nie mniej niż dorośli. Dziwi mnie jedno w tym wszystkim – a w sumie nie powinno – a mianowicie, skąd na to wszystko są pieniądze. Wiecznie nie ma kasy na rzeczy pierwszej potrzeby, a na fajki i alkohol kasa się znajduje i to bez większego problemu.
Nigdy nie zdecydowałbym się zadać powyższego pytania dorosłym członkom tej rodziny. Skończyłoby się to ogromną awanturą i stwierdzeniem, że „wpierdalam się w nie swoje sprawy”. A są to jak najbardziej moje sprawy. Moja kasa z podatków idzie na pomoc dla niezaradnych życiowo, żyjących w kryzysie od zawsze osób, które uważają, że im się należy. A według mnie jedyne co im się należy to dana przez państwo swoboda w wyborze miejsca zatrudnienia. Tyle tylko, że pracować trzeba chcieć, a nie iść wiecznie na łatwiznę i czekać, aż pomoc społeczna odpali zapomogę.
Cały problem „piwka na dobry początek dnia” jest jak widać dość skomplikowany i nie sposób opisać go dokładnie nie poruszając tematów znacznie trudniejszych. Faktem jednak jest to, że to błędne koło można przerwać dając naszym dzieciom dobry przykład. Rodzice powinni uczyć dążenia do celu drogą bardziej ambitną. Powinni dawać dobry przykład. W pierwszej fazie rozwoju dziecka (kiedy rodzic ma jeszcze nad nim kontrolę) rodzic powinien korzystając ze swojego autorytetu budować dziecku pierwszy system wartości, według którego dziecko będzie postępować w przyszłości i który będzie dobrym punktem odniesienia do zdobywania nowych doświadczeń i budowania kolejnych szablonów wartości, które mając za odniesienie to zostało wyniesione z domu, będą na wstępie negowały postępowania patologiczne.
Mój system wartości zdecydowanie przeciwstawia się alkoholizmowi, a za taki uważam picie piwa w miejscach publicznych do tego nie przeznaczonych. Tramwaj, brama, skwery – miejsca, które powinny być szczególnie chronione przed cool ludźmi (piwko w ręku i papierosek). Nie osiągniemy tego bez zdecydowanych działań i egzekwowania przez Policję i Straż Miejską prawa, które jest już przecież uchwalone. Karać i jeszcze raz karać za łamanie prawa. Nakładać mandaty, a następnie egzekwować wpłaty za nałożone mandaty. Obciążać kosztami za zwłokę przy płatnościach i kosztami za czynności operacyjne. Nie ma w Polsce ludzi biednych. Są jedynie niezaradni i cwani. Tacy, którzy wysysają z budżetu państwa niebotyczne pieniądze, a w zamian nic od siebie nie dają.
Oczekuję, że kiedyś w końcu rząd pokaże jaja i podejmie decyzje, które nie będą po raz kolejny stawiały w uprzywilejowanej pozycji obiboków, niebieskich ptaków i oszustów. Ludzie pracujący i szanujący prawo w tym kraju, trzymają wszystko w ryzach. Czas pokazać, że ci właśnie ludzie są najważniejsi dla Polski i to z nimi rządzący się liczą najbardziej.
Zamysłem artykułu było przedstawienie pewnej codziennie spotykanej patologii w społeczeństwie. Każdy praktycznie z sytuacjami, które powyżej przedstawiłem spotkał się w swoim codziennym życiu. Niestety dla niektórych, a ja bardzo się z tego cieszę, na końcu zamanifestowałem swoje poglądy w kilku kwestiach. Od tego właśnie jest blog. Teksty publikowana na jego łamach mają przedstawiać wartości jakimi w życiu kieruje się autor. Ma manifestować poglądy. Nie musicie się ze mną zgadzać, ale chce żebyście wiedzieli jak ja pewne kwestie widzę. To świat widziany moimi oczami, taki w którym żyję i taki, w którym chciałbym kiedyś żyć.


