Urlop, urlop i po ptokach, czyli majówka za nami…
Moja obniżona aktywność na blogu nie była zdecydowanie spowodowana brakiem chęci i zapału do dalszych publikacji na jego łamach. Zapewne wiele osób mogło tak pomyśleć, bo przecież raz już blog zamarł na dłuższy czas. Tym razem jednak, brak publikacji był spowodowany moim urlopem, na który czekałem od dawna i na szczęście ostatni tydzień spędzony na działce (z małą przerwą na wizytę w Łodzi) mogę zaliczyć do udanych. O dziwo imprez było jak na lekarstwo, ale może to i dobrze, bo wreszcie z urlopu wracam wypoczęty, czego nie mogłem powiedzieć o wcześniejszych powrotach z Kter.
Tradycja została zachowana jednak w jednej kwestii. Otóż tydzień upłynął pod znakiem aktywności fizycznej pod wszelkimi odmianami (no może za wyjątkiem pływania w rzece, chociaż i takie propozycje padały jeszcze wczoraj). Królowała siatkówka, ale to akurat nie powinno dziwić.
Wspominałem, że byłem kilka dni w Łodzi. Otóż postanowiłem, że wrócę do Łodzi, bo odeszły mi chęci siedzenia na wsi, ale żeby nie było mi nudno samemu w domu w Łodzi, to zaprosiłem do siebie znajomych. Czy było fajnie, to nie mi oceniać, ale wydaje się, że goście nie mieli powodów do narzekań. W czwartek (30.04.2009) wróciłem na wieś i zabawiłem tam do wczorajszej niedzieli, kończąc tym samym pierwszy w tym roku urlop.
Jadę do pracy wypoczęty, chociaż nie bez żalu, że tydzień minął tak szybko. Wyskoczyłoby się jeszcze na boisko pograć w siatkę tym bardziej, że pogoda za oknem dopisuje. Cóż, pozostaje teraz czekać do kolejnego wolnego weekendu, który mam nadzieję, że już za dwa tygodnie nastąpi. Z drugiej strony trzeba zapracować sobie na przyjemności, bo bez kasy to nie ma zabawy.


