Vevo wchodzi do Australii. W Polsce wciąż z niego nie skorzystasz

Vevo, będące wspólnym przedsięwzięciem Google, Sony Music Entertainment oraz Universal Music Group wszedł na rynek australijski we współpracy z lokalną firmą MCM Media, zajmującą się nowoczesnymi mediami. Vevo powstało w 2009 roku i miało podnieść zyski największych wytwórni muzycznych, a także rozwiązać problem z licencjonowaniem teledysków wyświetlanych w serwisie YouTube.

W tej chwili usługa działa w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie oraz w Wielkiej Brytanii, a oprócz Australii produkt ma być dostępny w krajach Ameryki Południowej jeszcze w tym roku.

Na chwilę obecną Vevo skupia około 45 000 teledysków najpopularniejszych światowych gwiazd. Wszystko jest dostępne za darmo, a zyski są czerpane z reklam wyświetlanych podczas odtwarzania treści.

Popularność usługi systematycznie wzrasta, o czym świadczy wzrost liczby użytkowników w Wielkiej Brytanii o 120 % w okresie od kwietnia do stycznia tego roku. Statystycznie rzecz ujmując można powiedzieć, że każdy z zarejestrowanych użytkowników na Wyspach ogląda średnio 15 filmów w przeciągu miesiąca. W styczniu tego roku każdy użytkownik obejrzał średnio 70 minut  produkcji, z czego spora cześć była oglądana z wykorzystaniem telefonów komórkowych oraz tabletów, a liczba strumieni multimedialnych uruchomionych przez urządzenia mobilne podwoiła się między kwietniem 2011 i styczniem 2012 osiągając liczbę 12,4 miliona.

Vevo to produkt, który ma przede wszystkim zwiększyć zyski wytwórni muzycznych. Zasada zarabiania jest prosta. My wam pozwolimy oglądać teledyski „za darmo”, ale Wy będziecie oglądać reklamy w trakcie korzystania. Vevo według mnie to najzwyczajniejszy wydawca reklam, który przy okazji udostępnia treść. Za Vevo stoją ogromne pieniądze i w sumie zastanawiam się, co stoi na przeszkodzie, aby ta usługa była dostępna poza Stanami, Wielką Brytanią oraz Kanadą.

Po wejściu na stronę Vevo ujrzymy informację, że strona której szukamy, nie jest dostępna dla naszego regionu, a dalej mniejszą czcionką, że trwają ciężkie prace nad uruchomieniem usługi dostępnej na całym świecie. Szkoda tylko, że ta informacja wita nas już od prawie 3 lat.